Czy warto walczyć o pojedynczych chorych?
Czy w ogóle ma to jakiś sens?
Kiedyś wydawało mi się, że matematycznie i życiowo się to nie obroni. Przecież lepiej pomagać tysiącom niż pojedynczym pacjentom.
Jednak w całym chaosie tego świata, właśnie te rozrzucone ziarenka jak do nas trafiają sprawiają nam największą przyjemność…
Największą satysfakcję, radość jak uda nam się pomóc.
Zdiagnozować. Wywalczyć leczenie. Namówić rodzinę do przebadania się.
Nie.
Nie zawsze nasze działania kończą się sukcesem, ale przecież nawet plaża z kamykami – niepowodzeniami – i tak jest piękna…
Przerysowuję. Nie potrafię chyba jednak inaczej napisać tego, jakie uczucia mi towarzyszą, gdy o tym myślę.
Właśnie tak to widzę, że tylko w całości możemy stworzyć taką piękną plażę. Pojedyncze ziarenka nic nie zdziałają…
Więc zwyczajnie, po ludzku – bądźmy razem.
To te przekonania, moi Pacjenci stali się inspiracją do stworzenia tego miejsca. Miejsca, gdzie dorosły Pacjent, czasem całe Rodziny – tak mi się marzy – będą mieli to swoje diagnostyczno-terapeutyczne miejsce.
I podkreślam nie tylko o choroby rzadkie tu chodzi, a te niezdiagnozowane, ale o tym będziemy pisać, pisać i pisać właśnie na tym blogu…
